wtorek, 24 stycznia 2012

Rozdział 5


Rozdział  5
           Po raz kolejny nie wierzyła w to co widzi.Z zarośli na drogie wyskoczył 1,5 metrowy basior,ukazując wściekle szereg swych śnieżnobiałych kłów.Inez gwałtownie odsunęła się do tyłu upadając na ziemie.Sparaliżowana strachem nie była w stanie uczynić żadnego ruchu.Po chwili dostrzegła jednak ,że ogromny wilk wcale nie zwracał na nią uwagi,nadal warcząc w stronę czarnej otchłani za nią.
            Kiedy chciała się odwrócić usłyszała głos.Przeszył ją na wylot był zimny i przerażając.Nie rozumiała go lecz wywołał na jej skórze zimny dreszcz.Po chwili rdzawy basior zawył donośnie,przeskakując Inez i biegnąć w stronę owej przerażającej kreatury.Odzyskując resztki swobodnego jeszcze umysłu,zerwała się uciekając w stronę domu.
       Kiedy stała pod willą ,resztko sił wyciągnęła klucze próbując potrwożyć drzwi.Niestety na daremno,gdyż przenikliwszy ją strach powodował coraz większe odrętwienie.Nagle Inez usłyszała za sobą ten sam donośny dźwięk lecz tym razem było w nim coś innego.To już nie było wycie to było skowyt umierającego wilka.W tej samej sekundzie echo lasu uniosło się błyskawicznie roznosząc po całej dolinie.Wilki odpowiedziały swemu bratu.
        Brunetce w końcu  udało się otworzyć piekielne drzwi prawie wpadając do środka.Zdenerwowana nie wiedziała co ma robić.Była w tej chwili taka bezbronna i bezradna.Zawsze myślała ,że jest inaczej ,a dziś świat udowodnił jej ,że prawda jest inna.Była niczym porcelanowa lalka otoczona przez istoty mogące rozkruszyć ją bez najmniejszych problemów.W tej chwili nie stanowiło by im to najmniejszego problemu.Lecz chodź była w owej sytuacji niczym. Obiecała sobie ,że się nie podda,walcząc o ostatni oddech.
          Nagle dostała oświecenia,które słynęło na nią jak boska łaska.Pierwszą myślą na jaką wpadła była biblioteka wuja.Prze ostanie dni brunetka zdążyła zorientować się, iż to miejsce skrywa swoje mroczne tajemnice.Pobiegła tam natychmiast .Na miejscu zaczęła przeszukiwać książki ze złudną nadzieją ,że natrafi na coś co jej pomoże.Jednak było to daremne,zrezygnowana osunęła się na ziemie.Jej ukochane książki jednak nie były w stanie ją uratować. Zamyśliła się na chwile po czym postanowiła chociaż wziąć coś do obrony.Miała jeszcze bowiem wybór bronić się albo poddać oddając w objęcia śmierci.
        Pobiegła do salonu zdejmując ze ściany Kordelasa.Mało ambitna broń ,ale leprze to niż nic.Następnie wróciła do biblioteki. Było to bowiem najlepsze miejsce do kontrataku.Usiała na środku kładąc ostrze obok siebie.Zamyśliła się ponownie ,analizując z powrotem zaistniałą sytuacje.Nagle z strachu narodziło się nowe uczucie .Był to smutek.Ta istota przypominająca przerośniętego wilka poświęciła się za nią.Ginąc z ręki jeśli tak to można ująć bestii ,która polowała na nią.Łzy same cisnęły się do oczu.
              W tym momencie jej wdzięczność dla tego basiora była niezmierzona.Nie musiał tego robić byłą przecież zwykłą przeciętną osobą jak  tysiące w tym miasteczku,a  jednak.To diametralnie podniosło ją na duchu.Wiedział ,że teraz tym bardziej nie może się poddać chodź nie wiedział już jak się ratować.Ta ofiara nie pójdzie na marne.Gdy tylko o tym pomyślała przypomniała sobie szafirowe oczy wilka. Jej myśli wirowały ,a ona nie umiała ich uporządkować.
          Nagle ,ktoś złapał ją za bark.Przestraszona złapała za ostrze ciskając bronią w stronę napastnika.Wróg jednak zdążył odskoczyć na bok zaskoczony reakcją dziewczyny.Okazało się ,że to był Jospher.
     -Inez co tu robisz?W ogóle co to było?Po co ci mój Kordelas- Zdezorientowany spytał patrząc na dziewczynę.Widać było ,że w jego głowie kłębi się tysiące pytań.
     -Ty i tak mi nie uwierzysz weźmiesz mnie za jakoś psychicznie chorą- Krzyknęła niespodziewanie po chwili milczenia.Wbijają  wzrok w ziemie.
     -Nie wiesz jaka będzie moja reakcja,ale mogę ci przysiąść ,że tak nie pomyśle.Jesteś przecież moją bratanicą.Tylko wyjaśnij mi proszę co tu zaszło ,bo tego już nie rozumiem- Powiedział nadal zdezorientowany, chodź już z większym spokojem.
      -Tak ,naprawdę. Jakoś wątpie- Zdruzgotana całą sytuacja odrzekła.Lecz już nie krzykiem ,a podniesionym głosem.
       -Spróbuj mi choć raz zaufać i powiedz co się stało-Odrzekł tym razem ,dało się wyczuć lekko napięto sytuację.
              Inez jednak nie miała już siły dalej walczyć i spokojnie opowiedziała wujowi całą historie.On tylko wpatrywał się w nią chcąc ukryć swoje zdenerwowanie.Inez zauważyła jednak coś co ją zaniepokoiło.Gdy mówiła o przypuszczanej śmierci basiora ,twarz Josphera gwałtownie pobladła ukazując ból i smutek.Zachowywał się wtedy tak jak by  się dowiedział o stracie najlepszego  przyjaciela jakiego miał.
          Gdy skończyła mówić wuj przez ułamki minut wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.Następnie wstała .Udając się bez  słowa w stronę drzwi 
 Zabolało ja zachowanie Josphera.Opuścił ją w sytuacji ,w której potrzebowała najbardziej wsparcia.
        Byłą taka samotna ,zdruzgotana i bezsilna.Zapewne teraz by się poddała,dobrowolnie wchodząc w sidła śmierci.Niestety nie mogła.Żałowała ,że ten wilk się za nią poświecił.W przeciwieństwie do niej był wyjątkowy.Podeszła do jednego z regałów osuwając się przy nim na ziemie.Zmęczona całą tą sytuacją opadła po krótkim czasie na podłogę zasypiając.

rozdział 4


  
                            Rozdzial 4             
             Dziś po raz pierwszy obudziła się wyspana i przepełnioną pozytywną energią buchającą od niej niewidzialną łuną.Od razu wyskoczyła na balkon napełniając płuca świeżym powietrzem.Miała ochotę zacząć znów tańczyć i śpiewać,lecz wybrała na dziś inne plany.
            Pobiegła natychmiast do łazienki biorąc po drodze ubrania.Po szybkim prysznicu ,ubrała się i  uplotła włosy w warkocz .Po wczorajszym wydarzeniu czuła się taka wolna ,radosna,jakby cały ciężar z jej barków rozpłynął się i nie zamierzał wrócić.Od razu  zbiegła do kuchni lecz nikogo tam nie spotkała, co nie wywołało u niej najmniejszego zaskoczenia.
       Zrobiła sobie szybko śniadanie i udałą się z nim do jadalni.Wchodząc ujrzała na stole małą karteczkę z pieniędzmi.Podeszła odkładając jedzenie na bok i biorąc papierek w ręce na, której było napisane: 
                              -Droga Inez mam nadzieje ,że zachcesz w końcu mnie posłuchać i wybrać się     
    do miasta chociaż by je zwiedzić.Zostawiłem tobie również trochę pieniędzy na jakieś drobnostki    i życzę udanego dnia.
                                                                                                                                 -Jospher      
         Inez uśmiechnęła się mimowolnie do siebie,w myślach śmiejąc z wyczucia wuja.Zjadła śniadanie ,po czym odniosła talerz do kuchni.Zmyla go od razu by nie sprawiać problemów Kite.Następnie wracając po pieniądze do jadalni.Pobiegła jeszcze tylko na górę by przebrać się w swoją ulubioną letnią sukienkę i wziąć torbę.Była gotowa do wyjścia.
           Wzięła  klucze leżące na małej drewnianej komodzie,  po czym wyszła.Na początku  oślepiło ją z lekka złociste słonce ,lecz zaraz jej wzrok  przyzwyczaił się dając nacieszyć cudownym krajobrazem.Tak bardzo pragnęła w końcu zapomnieć ,nie wierzyła ,że się jej to uda ,a nagle z dnia na dzień wszystko znikło. 
          Czuła ,że to dobry znak.Rozejrzała się dookoła po czym udała się do miasteczka idąc za gwarem będących tam ludzi.Przechadzając krętymi uliczkami podziwiała ich wdzięki w ogóle nie zważając na  wzrok patrzących na nią osób.Dziś nikt nie był w stanie popsuć jej humoru.Nagle w oddali zobaczyła dość spora kamienno budowle na ,której wisiał ogromny napis  Biblioteka.
             Poczuła ogromna chęć zwiedzenia jej ,zawsze lubiła takie miejsca, pozwalały oderwać się od otaczającej ją rzeczywistosci. Pospiesznym krokiem udała się w jej kierunki i nagle z znikąd na jej drodze ustała niewysoka blondynka z masa książek na rakach, które w jednej chwile runęły na ziemie;      
         -Oj przepraszam ,nie chciałam -odrzekła pośpiesznie brunetka.      
         -Ale to nie twoja wina to ja powinnam być bardziej ostrożna, a tak w ogóle jestem Bonie-Blondyna uśmiechnęła się podając jedną rękę dziewczynie, a drugą zbierając książki.      
         -Inez milo mi -uścisnął dłoń nowej znajomej posyłając jej ciepły uśmiech.    
         -Nigdy wcześniej jakoś cie tu nie zauważyłam.     
         -No tak ,trudno by było niedawno dopiero się tu przeprowadziłam.   
         -Czyli nie znasz miasta to świetnie otóż jeśli zechcesz będę dziś  twoją przewodniczką .   
         -Dobrze-uśmiechnęła się brunetka zaskoczona  propozycją dziewczyny    
         -A wiec co chciałabyś zwiedzić pierwsze?-zapytała rozradowana blondynka.     
         -Hym miałam zamiar wybrać się do tej biblioteki przed tym jak na ciebie wpadłam.   
        -Akurat właśnie miałam się tam wybrać- Bonie spojrzała znacząco na książki po czym obie wybuchły śmiechem,udając się w kierunku kamiennej budowli.    
         -Na długo tu zostaniesz- zapytała nagle blondynka,co wywołała u  Inez nagły smutek ,który jednak po chwili niezauważony zniknął z jej twarzy.    
        -Hmm sama nie wiem ,ale chyba na zawsze-odpowiedziała dziewczyna obojętnym głosem, niestety nie uszło to uwadze blondynki ,która za wszelką cenę chciała rozweseli towarzyszkę dodając jej krztę otuchy.      
        -Nie martw się szybko się zaaklimatyzujesz,a ja będę twoją przyjaciółko-uśmiechnęła się promiennie w stronę brunetki wprowadzając ją w progi biblioteki.
         Inez słysząc słowa dziewczyny tylko odpowiedział jej uśmiechem. Miała nadzieje  ,ze w końcu od dziś już nigdy nie będzie sama.Mogło by to się wydawać  dziwne ,jednak coś podsuwało jej to myśl.To było jak wrodzona intuicja.
            Gdy przekroczyła tylko próg biblioteki ujrzała istny raj dla wyobraźni. Tysiące książek ustawionych równo na kilkudziesięciu regalach.Dokoła nich ciągnął się długi hol na,którym znajdowały się ławy oraz fotele.Po prawej stronie 6 schodkami w dół rozciągało się pomieszczenie spełniające zadanie biblioteki jak i wypożyczalni dla najmłodszych czytelników miasta.Wyglądało naprawdę słodko zapełniona malutkimi maskotkami pookładanymi na pułkach jak i za kątkiem , w którym leżały  luźniej poukładane .
               Lecz to nie był koniec tej przepięknej budowli w jej lewym skrzydle rozciągała się ogromna wypożyczalnia połączona z biblioteko małym szklanym wejściem.Na prawo od wejścia była ustawiona jedna kasa z właścicielko kamiennej parceli Panio Macgrives.Była to przeurocza staruszka,zawsze witająca wszystkich uśmiechem i służąca pomocną dłonią.  
      -Widzę,że to miejsce przypadło  tobie do gustu jak i mi.-Powiedział Boni wyrywając koleżankę z transu.    
      -To będzie nasze małe królestwo- obie niespodziewanie się zaśmiały.    
      -To ja może pójdę oddać tę moja stertę ,a ty się rozejrzyj-uśmiechnęła się blondynka odwracając na piecie w kierunku kasy.   
      -Okey. Jak coś szukaj mnie pod regalami z fantasy w innym wypadku będę w dziale dla dzieci – zaśmiała się po czym ,każda odeszła w swoja stronę.       
          Inez przemierzała wzrokiem pułki  w poszukiwaniu ciekawych książek lecz jak na razie żadna nie przykuła jej uwagi.W końcu jednak po długich poszukiwaniach i dłużącym się czasie natknęła się na interesujące zjawisko.Wyciągnęła ostrożnie książkę w zielonej okładce na której srebrnymi literami widniał tytuł brzmiący '' Języki i legendy dawnych ludów i ras ''.
             Zapewne kiedyś nie zwróciłaby nawet na nią uwagi ,ale po wczorajszym wieczorze uznała,iż może to chodź trochę rozświetli jej umysł ,wskazując jakiekolwiek poszlaki.Udała się jak najszybciej do najbliższego fotela,zatapiając się w nowej lekturze.Długo jednak nie było dane jej czytać,gdyż nagle poczuła się bardzo nieswojo.Dobrze wiedziała,że w tej sekundzie czyjś wzrok spoczywa na jej postaci.Nie wiedziała do kogo należy ,lecz nie miała ochoty tego sprawdzać.
             Próbowała ignorować owe zachowanie ,lecz z biegiem minut czuła się coraz gorzej.Powoli zaczęła prosić w myślach Bonie aby przyszła i uratowała ją od tego.Z jednej strony czuła niepewności ,a z drugiej zaintrygowanie,ową sytuacją.W końcu nie  wytrzymała ,odsłaniając książkę.Rozejrzała się po bibliotece mierząc ją wzrokiem.Nikogo jednak nie dostrzegła,lecz po chwili odnalazła to czego szukała. 
            Przez ułamek sekundy jej wzrok przeciął się ze wzrokiem nieznajomego spoglądającego w jej stronę z dziwnym niepokojącym zainteresowaniem.Musiała jednak przyznać ,że był nieziemsko przystojny. 

          Dłuższe czekoladowe włosy bezwładnie opadające ,na bladą twarz. Pełne  blasku czarne oczy wpatrzone w nią z zauważalną ciekawością i  ten szarmancki uśmiech ,którego nie dało się wymazać z pamięci. Uroda niestety grzeszył ,lecz nie tylko tym, również niespotykana figuro,która tez nie była niczego sobie.Dobrze zbudowany,lekko umięśniony.Nie miał nic do zarzucenia. Istny ideał ,każdej dziewczyny.Inez jednak szybko odwróciła wzrok wbijając go w książkę.
         Musiała przyznać ,że nieznajomy wywołał na niej ogromne wrażenie.Przez chwile uznała, że jej się podoba ,lecz zaraz skarciła się za tę myśl.Przecie nawet go nie znała.Nie chciała stwarzać wrażenie łatwowierniej i naiwnej ,bo taka nie była.Powróciła znów do czytania. Chodź bardziej to pozorowała ,gdyż jej myśli wciąż krążyły tylko w okół nietypowego nieznajomego.Nagle z tych zamyśleń wyrwała ją Bonie swoim słowotokiem;
      -Co tam ciekawego czytasz-popatrzyła zafascynowana na książkę.     
     -A nic nadzwyczajnego-spojrzała na blondynkę , ukazując tytuł widniejący na okładce.    
      -Chyba jednak coś w sobie ma ,że przyciągnęła twoja uwagę-dziewczyna uśmiechem się obdarzając Naomi podejrzliwym spojrzeniem.    
     -Tego jeszcze nie wiem ,skusiła mnie ta zielona okładka -Za śmiała się wpatrzona w Bonie.    
      -Mnie to przyciąga ten złoty napis-Odpowiedziała z uśmiechem.Po czym obie wybuchły niepohamowanym śmiechem.    
     -Nie chce nic mówić ,ale powoli ludzie zaczynają się na nas patrzeć ,lepiej już stąd chodźmy.Tylko jeszcze zajdźmy na chwile do kasy ,gdyż nie śpieszy mi się do rozstania z tą książką.-spojrzał w kierunku Bonie,która zaczęła rozglądać się po bibliotece.   
      -A podobno to nic nadzwyczajnego –Za śmiała się mimowolnie.
      -Mmm widzę,że nie tylko co niektórzy patrzą,ale również interesują-blondynka spojrzała znaczącym spojrzeniem na Inez.   
     -Nie wiem o co ci teraz chodzi-Brunetka starała się wybrnąć z dwuznacznej sytuacji ,domyślając co ma na myśli koleżanka.   
     -No proszę nie wmówisz mi ,ze nie zauważyłaś tamtego słodziaka ,który ciągle spogląda w twoim kierunku.   
     -Jakiego?Gdzie?-Inez zaczęła rozglądać się po bibliotece chcąc udowodnić Bonie prawdziwość swoich słów.   
     -Naprawdę? Jak mogłaś go nie zauważyć-Zapytała z wyrzutami blondynka.  
     -Sama nie wiem ,to nie mój typ-odpowiedziała obojętnie ,wywołując u Bonie ogromne zaskoczenie.   
     -Ale to jest istny ideał ,spójrz tylko na niego.-powiedziała zdołowana zachowaniem koleżanki. 
      -Boni nigdy nie słyszałaś ,że nikt nie jest idealny , a wiec z nim tym bardziej jest coś nie tak.Uwierz mi.-Spojrzała znacząco na dziewczynie.   
    -No w gruncie rzeczy po przemyśleniu tego chyba masz racje.   
    -Wiesz co może już chodźmy nieswojo się tu przez niego czuje,a poza tym zaczyna się ściemniać.  
    -Okey to chodźmy do tej kasy zanim ją zamkną-Bonie zaśmiała się po cichu,po czym obie udały się by wypożyczyć książkę.      
         Po wypełnieniu wszelkiej procedury związanej z założeniem karty i wypożyczeniem,wzięły książkę po czym udały się w stronę wyjścia.Inez jednak ciągle czuła na sobie wzrok nieznajomego odprowadzający ją do samego wyjścia.Gdy tylko znalazły się na zewnątrz wymieniły się numerami udając w przeciwna stronę.Było już dość ciemno ,a ulice zalewały się blaskiem latarni.
         Inez spokojnie przechadzała się już pustą droga w kierunku swojego domu.Teraz ,gdy zapadł już mrok panowała tu taka błoga cisza.Miasto zapadało w swój sen i w ogóle nie przypominało tego gwarnego miejsca za dnia.Szła wsłuchana w pieśń lasu,gdy poczuła się obserwowana.
         Odruchowo spojrzała za siebie przyspieszając kroku,jednak mrok nie pozwalał jej nikogo dojrzeć.Czuła jak narasta w niej coraz większy lęk.Nagle usłyszała przed sobą szelest krzaków i łamanie gałęzi.Cofnęła się na bok gotowa do ucieczki ,ale to co zauważyła przerosło całkowicie jej możliwości.

czwartek, 19 stycznia 2012

rozdział 3

                           Rozdzial 3
       Dzisiaj brunetka wstała później niż zwykle.Obudzona śpiewaniem rannych ptaków.Od razu  wzięła rzeczy wchodząc do łazienki.Za niecałe 20 minut była już znów w pokoju.Szybko udała się po schodach na dół by powitać mieszkańców domu.Niestety na miejscu nie zastała nikogo.Widok opustoszałego domu nie robił na niej jednak już żadnego wrażenia.Korzystając z chwili wolności postanowiła zwiedzić zakamarki tej willi.
            Błądząc po pustych pokojach natknęła się na ogromną sale. Cała była zapełniona książkami.Jedna leząca na małej koturnie w centralnym punkcie pomieszczenia była otwarta.Podeszła do niej pewnym krokiem.To co ujrzała zszokowało ją dogłębnie.Książka była napisana językiem jej nie znanym i w ogóle nie przypominała wytworu ludzkiego.
        Nagle jak by coś się w niej obudziło i kazało zacząć ją czytać.Ledwo słyszalny głos kuszący swym głębokim tonem,niepozwalającym się uwolnić. Już miała sięgnąć po książkę  gdy usłyszała głośne trzaśniecie drzwi, odruchowo się odsunęła.Natychmiastowo wyszła z biblioteki udając się do głównego holu. Będąc na miejscu jednak nikogo nie zastała. 
             Bardzo ja to zaniepokoiło postanowiła jednak na wszelki wypadek zrobić rundkę po domu. By się upewnić ,że był to tylko wybryk jej wyobraźni.Po jakiś 30 minutach z powrotem była w holu. Tak jak myślała było to tylko przesłyszenie.Poszła więc z powrotem do bibliotek , zabrała książkę i wróciła do pokoju, siadając na łóżku.
                       Postanowiła ją otworzyć lecz to co ujrzała wywołało u niej fale zaniepokojenia. Wszystkie kartki były nieskazitelnie czyste , a zarazem godzinę temu widniały w niej znaki, których nie potrafiła zrozumieć. Zszokowana odłożyła ja na biurko. Przez długi czas nie mogla pojąć jak to możliwe ,jej mózg nie był w stanie przyjąć żadnego wytłumaczenia . Przecież widziała te znaki. Tym razem na pewno sobie tego nie wymyśliła. Myślała ,iż może to z powodu ciągłego siedzenia w domu zaczynała  już wariować. Już sama nie wierzyła w swoje słowa i myśli . Coś się tu działo,ale  nie wiedziała co. 
         Siedziała tak zdezorientowana całą tą dziwną sytuacją,niezauważający nawet osoby wchodzącej do pokoju.Był to Jaster , gdy tylko ujrzał swoja książkę na jego twarzy zaczął malować się  strach mieszany z wyczuwalnym niepokojem. 
         -Nie przeszkadzam? 
         -Nie . Odpowiedziała dość oschle dziewczyna ,zapatrzona w sufit. 
         -Czy coś się stało? 
         -Sama już nie wiem.Chyba powoli zaczęłam  wariować . 
          -Dlaczego tak uważasz?-zapytał z nutka niepewności. 
         -Może to śmieszne ,ale zaczynam słyszeć jakieś niestworzone dzięki i...-zacięła się. 
         -Książka-pobiegła po nią ,otwierając lecz to co ujrzała wywołało u niej kolejna fale niepokoju.                                    
         -Czy coś z tą książko nie tak -zapytał Jaster ,patrząc na dziewczynę dziwnym wzrokiem. 
         -Widzisz ja już zwariowałam ,na początku widziałam jakieś dziwne, niezrozumiale dla mnie   znaki ,potem zniknęły ,a teraz znów  zwykłe litery.-odwróciła twarz w stronę okna by ukryć swoje zdezorientowanie. 
           -Nie martw się, wiem co ci jest, to nic poważnego.-uśmiechnął się promienie w stronę dziewczyny. 
          -Co?-odwróciła się wyraźnie zaintrygowana słowami wuja. 
         -To się nazywa samotność Inez, ale nie martw się ja już się postaram żeby długo nie trwała.                    
         -Że co?Jak to się postarasz, co chcesz zrobić?-spytała nie na żarty już zdenerwowana. 
        -Otóż moja droga zapiałem cie do tutejszej szkoły,na początku miałaś mieć nauczanie domowe, ale razem z Kait doszliśmy do wniosku ze z rówieśnikami będzie raźniej. 
        -Że co zrobiliście ?-nic więcej nie była w stanie już wykrztusić. 
        -To co słyszałaś Inez ,ale jeszcze masz dużo czasu szkoła zaczyna się dopiero za dwa tygodnie
        .-Mężczyzna uśmiechnął się po czym wyszedł z pokoju.Naomi trwała tak jeszcze długo w bez ruchu nie wierząc w to co zrobił wuj.Nigdy nie chodziła do normalniej szkoły oprócz tej, która była w sierocińcu.Bała się ludzi , chodź może bardziej przerażało ją odrzucenie, które i tak ciągle ją napotykało.
               Usiadła zrezygnowana na łóżku i nagle ujrzała lekko poświatę dochodzącą z książki.Niepewnie podeszła i ją otworzyła zobaczyła znów ten sam napis ,ale teraz coś się zmieniło.Po przy mroczonym już pokoju jak mała iskierka popłynęła blada niebieska poświata.Dotychczas nieznany jej tekst zaczął unosić się w rytm  niesamowitej pieśni rozpływając się w powietrzu. 
         Nie była pewna co się dzieje i czy to nie kolejne zwidy . Jednak nie chciała tego przerwać.Stała się tylko wsłuchać w niesamowitą melodie i zrozumieć niezwykłą książkę.Nie słyszała nigdy tego języka ,ale był jak magiczna pieśń kojąca wszelki ból.
           Wsłuchując się coraz mocniej w tekst piosenki zaczęła się jej wydawać coraz bardziej znajoma.Jak dawno zapomniana melodia ,którą znała od zawsze.Przekręciła kartkę,a niebieską poświatę w jednej sekundzie zastąpiła zielona o mocniejszym blasku. Kolejna pieśń rozniosła się po pokoju, tak jednak była o wiele szybsza i żwawsza.
      Nagle jakaś niewidzialna siła zaczęła przepływać wokół dziewczyny powodując naglą zmianę krajobrazu zwykły pokój zasypał się roślinnością,a ta sama energia,która przepływała dokoła Naomi przeistoczyła się w ciepły wiatr. Melodia coraz głośniej poruszała się po pokoju wprawiając ciało dziewczyny w ruch.
           Każdy jej krok był niczym magiczny rytuał układający się w harmoniczny taniec.Podobało jej się to czuła się nadzwyczajnie wolna, nieograniczona ciałem ani umysłem. Dała się ponieść w rytm melodii swobodni wirując po pokoju ,który teraz przypominał wiosenną lakę.Nic oprócz tańca się w tej chwili nie liczyło,poniesiona magiczną mocą zapomniała o otaczającej ją rzeczywistości lecz muzyka w końcu ustała .
      Uciszając i ukrywając całe te piękno w okładka książki ,która sama zamknęła się na biurku.Inez z uśmiechem opadła na łózko to była najwspanialsza sytuacja jaka jej się zdarzyła ,miała wrażenie jak by znała tę pieśń od wieku.Leżała tak po raz pierwszy od tylu lat szczęśliwa i wpatrzona w sufit ,niedługo po tym zasnęła pogrążając się w niesamowitym tańcu swojej wyobraźni.

rozdział 2


                              Rozdzial 2 
          Był wczesny ranek. Cały świat zaczął budzić się do życia.Przez lekko zapłonione zasłonki wdzierały się jasne promienie wschodzącego słońca. Naomi już nie spała leżała wpatrując się w szparę odsłaniającą skrawek okna.Długo  myślała co będzie dalej. Po czym wstała, kierując się na taras. 
         Uśmiechnęła się czując lekki powiew na twarzy .Wiedziała ,że od dziś będzie to jej ulubione miejsce. Wpatrywała się w dal na zaspane jeszcze miasto. Było teraz takie spokojne. Lekki chłodny wiatr w spół grał z przepiękną ciszą ogarniająca ją ze wszystkich stron , niekiedy tylko były słyszalne ciche dźwięki dochodzące z lasu.Nagle poczuła dziwne uczucie , nigdy dotąd jej nie towarzyszące.
         Po raz pierwszy poczuła się naprawdę szczęśliwa. Wpatrywała się w dal ,a po jej policzku popłynęła jedna łza spływająca na rubinowy uśmiech.Jednak tym razem nie była to łza smutku lecz szczęścia.Sama siebie zadziwiła. W końcu poczuła choć trochę wolności od tego co się stało.Wróciła do pokoju siadając na łózko, zastanawiając się co dalej.
            Postanowiła  zejść na dół ,gdyż głód nie dawał jej już myśleć. Lecz najpierw wyjęła z szafeczki ubrania na dziś i poszła do łazienki. Wchodząc do środka ustala zaskoczona tym co zobaczyła .Było to coś niesamowitego wielkie lustro zajmujące ścianę od połowy w górę. Lśniące lazurowe posadzki ,odbijające jej odbicie. Fascynacja ta  jednak zbyt długo nie  trwała. 
    Wzięła szybki chłodny prysznic po czym  rozczesała długie włosy. Kiedy skończyła wszystkie te czynności wyszła udając się na dół. Schodziła niepewnie , chodź czuła się tu dobrze nadal towarzyszył jej jednak niewyczuwalny strach .Weszła do przepięknie wystrojonej kuchni i już na wejściu zobaczyła Kait szykującą śniadanie.Ta gdy tylko ujrzała dziewczynę zaczęła swoje przemówienie;           
      -O Inez, witaj . Jak się spało? – powiedziała pierwszy raz nie zasypując brunetki zbędnym słowotokiem .     
     -Dzień dobry i wie pani co naprawdę bardzo dobrze.-uśmiechnęła się szczerze.
Na co Kait spojrzała tylko z wzruszeniem i radością widzialną w jej zielonych oczach.     
     -To bardzo się ciesze. Jaster mi trochę o tobie opowiadał i myślałam ,że pierwsze dni będą dla ciebie straszne , ale jednak się pomyliliśmy. No cóż nie będę cie już męczyć, a pyzatym widzę , że jesteś głodna-skończyła przemawiać i podała Inez talerz z naleśnikami.
      Brunetka podziękowała po czym poszła do jadalni.Usiadła przy ogromnym mahoniowym stole zakończonym przeróżnymi zdobieniami ,rozkoszując się śniadaniem. Myślała ,że spędzi ten poranek sama jednak po chwili do stołu dosiadł się kolejna osoba. Był to Jaster. 
Jak zwykle zaczął  rozmowę zarażając  wszystkich w okół swoim  uśmiechem. 
-Witaj Inez, jak minęła ci noc ?-Zapytał z wyraźną ciekawością. 
-Musze przyznać ,że dobrze-Odpowiedziała dość  jak na nią  przyjemnym tonem.                 
      -W ogóle jak ci się u nas podoba?-Dalej pytał chcąc wyciągnąć od dziewczyny jak najwięcej informacji . 
     -Jak na razie dość przyjemnie-odpowiedziała brunetka.   
     -Wiesz może wybrałabyś się potem na miasto ,mamy taka piękną pogodę.-Spojrzał zachęcającym wzrokiem w stronę dziewczyny . 
    -Postaram się to rozważyć.-Odrzekła dość niechętnie co dało się zauważyć.       
     -Ale Inez nie można marnować takiego pięknego dnia, zresztą niedługo rok szkolny musisz poznać chyba jakiś znajomych.-Jaster wciąż nie dawał za wygraną.  
   -Jakoś mi się nie spieszy , jeszcze cale dwa tygodnie .-odparła dość oschle. 
   -To chociaż idź pozwiedzaj okolice-Nadal się nie poddawał.  
   -No sama nie wiem.- Na samą myśl o tym skrzywiła się odruchowo co nie uszło uwadze Jastera. 

   -Nie ma żadnego nie wiem ,to ci w pełni dobrze zrobi.

  -jeśli tak uważasz to zgoda.- dała za wygrano chcąc uniknąć dalszej rozmowy.
      Wuj tylko się uśmiechnął słysząc twierdzącą odpowiedz po czym pożegnał się udając do pracy.Dziewczyna resztę śniadania skończyła w samotności.Po skończeniu odstawiła naczynia do zlewu i udała się do pokoju.Postanowiła wyjść na tras ,gdzie usiadła sobie na jednej większej bujanej huśtawce.
               Tak mijały jej kolejne godziny , zapatrzona w dal nie widziała życia po za tym krajobrazem. Zżyła się z nim, był dla niej zapomnieniem . Wolnością od szarej rzeczywistości dnia powszechnego.Od pierwszego wejrzenia wiedziała , że tu spędzi większość swojego życia. W końcu słońce zaczęło chować swe jasne promienie za horyzontem. Była taka samotna, czasem jej to doskwierało,lecz co dałyby  kolejne łzy.Nie chciała już nigdy przez nikogo płakać. Najchętniej została by tu na zawsze , lecz przed rzeczywistością nie da się uciec. 
          Słonce już praktycznie nie widoczne oświecało dolinę bladym światłem ostaniach promieni. Niedługo potem jego miejsce zajął Księżyc. Miasto zaczęło pogrążać się w coraz większej ciszy. Zerwał się lekki wiatr ,który tak kochała, to on był zawsze jej najwierniejszym towarzyszem.Tę przepiękną ciszę przerwały głośnie wycia wilków. Każdy normalny człowiek zapewne by się przestraszy , ona jednak była inna. Cieszył ją ten dźwięk i mogla go słuchać wiekami.
           Dziwiła się tylko czemu Jaster tak długo nie wracał przecież było już  dawno po północ. Praca pomyślała osówając się coraz bardziej na materiałowe podparcie huśtawki.Popatrzyła ostatni raz na Księżyc był taki piękny po czym udała się do łazienki.
Wzięła szybki prysznic. Czuła jak wraz z gorącą wodą spada z niej cały ten ból i rozpacz,które zawsze i tak potem powracały.Wyszła z pod prysznica , po czym rozczesała swoje wilgotne włosy. Przebrała się , wracając do pokoju.Zasnęła w parzona w niezwykłą pełnie księżyca.