Rozdzial 4
Dziś po raz pierwszy obudziła się wyspana i
przepełnioną pozytywną energią buchającą od niej niewidzialną łuną.Od razu
wyskoczyła na balkon napełniając płuca świeżym powietrzem.Miała ochotę zacząć
znów tańczyć i śpiewać,lecz wybrała na dziś inne plany.
Pobiegła natychmiast do
łazienki biorąc po drodze ubrania.Po szybkim prysznicu ,ubrała się i
uplotła włosy w warkocz .Po wczorajszym wydarzeniu czuła się taka wolna
,radosna,jakby cały ciężar z jej barków rozpłynął się i nie zamierzał
wrócić.Od razu zbiegła do kuchni lecz nikogo tam nie spotkała, co nie
wywołało u niej najmniejszego zaskoczenia.
Zrobiła sobie szybko śniadanie i
udałą się z nim do jadalni.Wchodząc ujrzała na stole małą karteczkę z
pieniędzmi.Podeszła odkładając jedzenie na bok i biorąc papierek w ręce na,
której było napisane:
-Droga Inez mam nadzieje ,że zachcesz w końcu mnie posłuchać i wybrać się
do miasta chociaż by je zwiedzić.Zostawiłem tobie również trochę pieniędzy na jakieś drobnostki i życzę udanego dnia.
-Jospher
do miasta chociaż by je zwiedzić.Zostawiłem tobie również trochę pieniędzy na jakieś drobnostki i życzę udanego dnia.
-Jospher
Inez uśmiechnęła się mimowolnie do siebie,w
myślach śmiejąc z wyczucia wuja.Zjadła śniadanie ,po czym odniosła talerz do
kuchni.Zmyla go od razu by nie sprawiać problemów Kite.Następnie wracając
po pieniądze do jadalni.Pobiegła jeszcze tylko na górę by przebrać się w
swoją ulubioną letnią sukienkę i wziąć torbę.Była gotowa do wyjścia.
Wzięła klucze leżące na
małej drewnianej komodzie, po czym wyszła.Na początku oślepiło ją z
lekka złociste słonce ,lecz zaraz jej wzrok przyzwyczaił się dając
nacieszyć cudownym krajobrazem.Tak bardzo pragnęła w końcu zapomnieć ,nie
wierzyła ,że się jej to uda ,a nagle z dnia na dzień wszystko znikło.
Czuła ,że
to dobry znak.Rozejrzała się dookoła po czym udała się do miasteczka idąc za
gwarem będących tam ludzi.Przechadzając krętymi uliczkami podziwiała ich
wdzięki w ogóle nie zważając na wzrok patrzących na nią osób.Dziś nikt nie był w
stanie popsuć jej humoru.Nagle w oddali zobaczyła dość spora kamienno budowle
na ,której wisiał ogromny napis Biblioteka.
Poczuła ogromna chęć
zwiedzenia jej ,zawsze lubiła takie miejsca, pozwalały oderwać się od
otaczającej ją rzeczywistosci. Pospiesznym krokiem udała się w jej kierunki i
nagle z znikąd na jej drodze ustała niewysoka blondynka z masa książek na
rakach, które w jednej chwile runęły na ziemie;
-Oj przepraszam ,nie chciałam -odrzekła
pośpiesznie brunetka.
-Ale to nie twoja wina to ja powinnam być
bardziej ostrożna, a tak w ogóle jestem Bonie-Blondyna uśmiechnęła się podając
jedną rękę dziewczynie, a drugą zbierając książki.
-Inez milo mi -uścisnął dłoń nowej znajomej
posyłając jej ciepły uśmiech.
-Nigdy wcześniej jakoś cie tu nie zauważyłam.
-No tak ,trudno by było niedawno dopiero się
tu przeprowadziłam.
-Czyli nie znasz miasta to świetnie otóż
jeśli zechcesz będę dziś twoją przewodniczką .
-Dobrze-uśmiechnęła się brunetka
zaskoczona propozycją dziewczyny
-A wiec co chciałabyś zwiedzić pierwsze?-zapytała rozradowana blondynka.
-A wiec co chciałabyś zwiedzić pierwsze?-zapytała rozradowana blondynka.
-Hym miałam zamiar wybrać się do tej
biblioteki przed tym jak na ciebie wpadłam.
-Akurat właśnie miałam się tam wybrać- Bonie
spojrzała znacząco na książki po czym obie wybuchły śmiechem,udając się w
kierunku kamiennej budowli.
-Na długo tu zostaniesz- zapytała nagle
blondynka,co wywołała u Inez nagły smutek ,który jednak po chwili
niezauważony zniknął z jej twarzy.
-Hmm sama nie wiem ,ale chyba na
zawsze-odpowiedziała dziewczyna obojętnym głosem, niestety nie uszło to uwadze
blondynki ,która za wszelką cenę chciała rozweseli towarzyszkę dodając jej
krztę otuchy.
-Nie martw się szybko się zaaklimatyzujesz,a
ja będę twoją przyjaciółko-uśmiechnęła się promiennie w stronę brunetki
wprowadzając ją w progi biblioteki.
Inez słysząc słowa dziewczyny tylko
odpowiedział jej uśmiechem. Miała nadzieje ,ze w końcu od dziś już nigdy
nie będzie sama.Mogło by to się wydawać dziwne ,jednak coś podsuwało jej
to myśl.To było jak wrodzona intuicja.
Gdy przekroczyła tylko próg biblioteki
ujrzała istny raj dla wyobraźni. Tysiące książek ustawionych równo na
kilkudziesięciu regalach.Dokoła nich ciągnął się długi hol na,którym
znajdowały się ławy oraz fotele.Po prawej stronie 6 schodkami w dół rozciągało
się pomieszczenie spełniające zadanie biblioteki jak i wypożyczalni dla
najmłodszych czytelników miasta.Wyglądało naprawdę słodko zapełniona malutkimi
maskotkami pookładanymi na pułkach jak i za kątkiem , w którym leżały
luźniej poukładane .
Lecz to nie był koniec tej przepięknej budowli w jej
lewym skrzydle rozciągała się ogromna wypożyczalnia połączona z biblioteko
małym szklanym wejściem.Na prawo od wejścia była ustawiona jedna kasa z
właścicielko kamiennej parceli Panio Macgrives.Była to przeurocza
staruszka,zawsze witająca wszystkich uśmiechem i służąca pomocną dłonią.
-Widzę,że to miejsce przypadło tobie do
gustu jak i mi.-Powiedział Boni wyrywając koleżankę z transu.
-To będzie nasze małe królestwo- obie
niespodziewanie się zaśmiały.
-To ja może pójdę oddać tę moja stertę ,a ty
się rozejrzyj-uśmiechnęła się blondynka odwracając na piecie w kierunku kasy.
-Okey. Jak coś szukaj mnie pod regalami z
fantasy w innym wypadku będę w dziale dla dzieci – zaśmiała się po czym ,każda
odeszła w swoja stronę.
Inez przemierzała wzrokiem pułki w
poszukiwaniu ciekawych książek lecz jak na razie żadna nie przykuła jej uwagi.W
końcu jednak po długich poszukiwaniach i dłużącym się czasie natknęła się na
interesujące zjawisko.Wyciągnęła ostrożnie książkę w zielonej okładce na której
srebrnymi literami widniał tytuł brzmiący '' Języki i legendy dawnych ludów i
ras ''.
Zapewne kiedyś nie zwróciłaby nawet na nią uwagi ,ale po wczorajszym
wieczorze uznała,iż może to chodź trochę rozświetli jej umysł ,wskazując
jakiekolwiek poszlaki.Udała się jak najszybciej do najbliższego
fotela,zatapiając się w nowej lekturze.Długo jednak nie było dane jej czytać,gdyż
nagle poczuła się bardzo nieswojo.Dobrze wiedziała,że w tej sekundzie czyjś
wzrok spoczywa na jej postaci.Nie wiedziała do kogo należy ,lecz nie miała
ochoty tego sprawdzać.
Próbowała ignorować owe zachowanie ,lecz z biegiem minut
czuła się coraz gorzej.Powoli zaczęła prosić w myślach Bonie aby przyszła i
uratowała ją od tego.Z jednej strony czuła niepewności ,a z drugiej
zaintrygowanie,ową sytuacją.W końcu nie wytrzymała ,odsłaniając
książkę.Rozejrzała się po bibliotece mierząc ją wzrokiem.Nikogo jednak nie
dostrzegła,lecz po chwili odnalazła to czego szukała.
Przez ułamek sekundy jej
wzrok przeciął się ze wzrokiem nieznajomego spoglądającego w jej stronę z
dziwnym niepokojącym zainteresowaniem.Musiała jednak przyznać ,że był
nieziemsko przystojny.
Dłuższe czekoladowe włosy bezwładnie opadające ,na bladą
twarz. Pełne blasku czarne oczy wpatrzone w nią z zauważalną ciekawością
i ten szarmancki uśmiech ,którego nie dało się wymazać z pamięci. Uroda
niestety grzeszył ,lecz nie tylko tym, również niespotykana figuro,która tez nie
była niczego sobie.Dobrze zbudowany,lekko umięśniony.Nie miał nic do
zarzucenia. Istny ideał ,każdej dziewczyny.Inez jednak szybko odwróciła wzrok
wbijając go w książkę.
Musiała przyznać ,że nieznajomy wywołał na niej ogromne wrażenie.Przez
chwile uznała, że jej się podoba ,lecz zaraz skarciła się za tę myśl.Przecie
nawet go nie znała.Nie chciała stwarzać wrażenie łatwowierniej i naiwnej ,bo
taka nie była.Powróciła znów do czytania. Chodź bardziej to pozorowała ,gdyż
jej myśli wciąż krążyły tylko w okół nietypowego nieznajomego.Nagle z tych
zamyśleń wyrwała ją Bonie swoim słowotokiem;
-Co tam ciekawego czytasz-popatrzyła
zafascynowana na książkę.
-A nic nadzwyczajnego-spojrzała na blondynkę
, ukazując tytuł widniejący na okładce.
-Chyba jednak coś w sobie ma ,że przyciągnęła
twoja uwagę-dziewczyna uśmiechem się obdarzając Naomi podejrzliwym spojrzeniem.
-Tego jeszcze nie wiem ,skusiła mnie ta
zielona okładka -Za śmiała się wpatrzona w Bonie.
-Mnie to przyciąga ten złoty napis-Odpowiedziała
z uśmiechem.Po czym obie wybuchły niepohamowanym śmiechem.
-Nie chce nic mówić ,ale powoli ludzie
zaczynają się na nas patrzeć ,lepiej już stąd chodźmy.Tylko jeszcze zajdźmy na
chwile do kasy ,gdyż nie śpieszy mi się do rozstania z tą książką.-spojrzał w
kierunku Bonie,która zaczęła rozglądać się po bibliotece.
-A podobno to nic nadzwyczajnego –Za śmiała
się mimowolnie.
-Mmm widzę,że nie tylko co niektórzy patrzą,ale również
interesują-blondynka spojrzała znaczącym spojrzeniem na Inez.
-Nie wiem o co ci teraz chodzi-Brunetka
starała się wybrnąć z dwuznacznej sytuacji ,domyślając co ma na myśli koleżanka.
-No proszę nie wmówisz mi ,ze nie zauważyłaś
tamtego słodziaka ,który ciągle spogląda w twoim kierunku.
-Jakiego?Gdzie?-Inez zaczęła rozglądać się
po bibliotece chcąc udowodnić Bonie prawdziwość swoich słów.
-Naprawdę? Jak mogłaś go nie
zauważyć-Zapytała z wyrzutami blondynka.
-Sama nie wiem ,to nie mój typ-odpowiedziała
obojętnie ,wywołując u Bonie ogromne zaskoczenie.
-Ale to jest istny ideał ,spójrz tylko na
niego.-powiedziała zdołowana zachowaniem koleżanki.
-Boni nigdy
nie słyszałaś ,że nikt nie jest idealny , a wiec z nim tym bardziej jest coś
nie tak.Uwierz mi.-Spojrzała znacząco na dziewczynie.
-No w gruncie rzeczy po przemyśleniu tego chyba masz racje.
-Wiesz co może już chodźmy nieswojo się tu
przez niego czuje,a poza tym zaczyna się ściemniać.
-Okey to chodźmy do tej kasy zanim ją
zamkną-Bonie zaśmiała się po cichu,po czym obie udały się by wypożyczyć
książkę.
Po wypełnieniu wszelkiej procedury związanej
z założeniem karty i wypożyczeniem,wzięły książkę po czym udały się w stronę
wyjścia.Inez jednak ciągle czuła na sobie wzrok nieznajomego odprowadzający ją
do samego wyjścia.Gdy tylko znalazły się na zewnątrz wymieniły się numerami
udając w przeciwna stronę.Było już dość ciemno ,a ulice zalewały się blaskiem
latarni.
Inez spokojnie przechadzała się już pustą droga w kierunku swojego
domu.Teraz ,gdy zapadł już mrok panowała tu taka błoga cisza.Miasto zapadało w
swój sen i w ogóle nie przypominało tego gwarnego miejsca za dnia.Szła
wsłuchana w pieśń lasu,gdy poczuła się obserwowana.
Odruchowo spojrzała za
siebie przyspieszając kroku,jednak mrok nie pozwalał jej nikogo dojrzeć.Czuła
jak narasta w niej coraz większy lęk.Nagle usłyszała przed sobą szelest krzaków
i łamanie gałęzi.Cofnęła się na bok gotowa do ucieczki ,ale to co zauważyła
przerosło całkowicie jej możliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz